Adriana Marczewska

Szefową kuchni została, mając tylko 22 lata, ale gotować zaczęła samodzielnie 6 lat wcześniej! Uczestniczka 4 edycji Top Chef Polska, właścicielka firmy cateringowej, pasjonatka podróży kulinarnych. Prowadzi program Ślinotok w Kuchnia +. Młoda, utalentowana, uśmiechnięta. Od pracy w kuchni odpoczywa… w kuchni. Zaangażowana w nowy, warszawski projekt WuWu.

Lubisz wiedzieć, skąd pochodzi produkt zanim zadecydujesz o zaproszeniu go do swojej kuchni. Jak wygląda taki audyt weryfikujący polskość, świeżość i smakowitość?

Oj tak! Od kiedy pamiętam byłam wyjątkowo ciekawska i ta cecha okazuje się być niezwykle przydatna w mojej pracy. Aby mieć pewność, że chcę zaprosić produkt do kuchni, najczęściej idę bezpośrednio do producenta, żeby sobie z nim odrobinkę porozmawiać. Chcę go poznać. Jestem zatem stałym bywalcem wszelkich targowisk, hal, rynków i bazarków ekologicznych-gdzie lokalni producencie prezentują swoje produkty Rzecz jasna ciężko jest zupełnie wykluczyć produkty masowe, ale ja się staram, stawiając na mniejsze gospodarstwa. Nauczyłam się takiego podejścia od dziadków…

No właśnie. Kuchnią zaraziłaś się już w dzieciństwie od swoich dziadków, którzy mieli ogród, węglową kuchnię i wędzarnię. W Twoich planach na przyszłość jest stworzenie podobnej oazy smaków?

Rzeczywiście pochodzę z tak zwanej „rodziny gotującej”, a babcia często powtarza, że mam talent właśnie po niej (śmiech). Byłam od dziecka tak przesiąknięta gotowaniem, że kiedy mając 16 lat wyprowadziłam się z domu, sama się nim zajęłam. Opracowałam na przykład doskonały przepis na risotto z mikrofalówki (śmiech)! Jestem przekonana, że czas wspólnie spędzony w kuchni, rozmawianie o smakach, wymienianie się doświadczeniami budują cenne i silne więzi. Chciałabym oczywiście stworzyć w przyszłości dla mojej rodziny podobne miejsce. Mamy nawet na Lubelszczyźnie dom wybudowany na bazie po starej plebanii. Kto wie, może właśnie tam moje dzieci dowiedzą się, jak pachnie pomidor z własnego ogródka?

A jakie emocje towarzyszą Ci podczas gotowania? To wyłącznie euforia, czy włącza się momentami wyrachowana zadaniowość?

Chciałabym powiedzieć, że to wyłącznie euforia. Ale prawda jest taka, że ta pojawia się wtedy, kiedy mogę pracować w zgodzie ze sobą. Nad projektami, z którymi się identyfikuję i które wywołują dumę. Oczywiście staram się, by zawsze tak było, ale w tej pracy to momentami loteria. Poza tym, praca na kuchni to ciężkie fizycznie wyzwanie, wysoka temperatura, zawrotne tempo, wiele godzin na nogach. Kucharze rzadko podskakują w takich sytuacjach z radości (śmiech). Tę radość ma się w sercu, jeśli praca jest pasją. Euforia potrzebuje żyznego gruntu. Natomiast zadaniowość pojawia się zawsze w pracy szefa kuchni. Choćby podczas tworzenia kalkulacji.

Jesteś młodym szefem kuchni i bywa, że zarządzasz zespołem ludzi znacznie starszych doświadczeniem i metryką. Jaki masz pomysł na budowanie takich relacji?

Kluczowe jest budowanie bliskich relacji międzyludzkich. O swoim zespole lubię wiedzieć maksymalnie wiele. Interesuję się ich sytuacją prywatną, uczę się ich „humorów”. Poza tym czerpię z ich doświadczenia, zostawiam im przestrzeń, którą mogą zagospodarować swoimi pomysłami. Zostałam szefową kuchni, kiedy miałam 22 lata. Minęło 6 lat, a ja wciąż uczciwie przyznaję, że się uczę i wiele przede mną. Zawsze stawiałam na szczerość, empatię i zespołowość. Póki co intuicja mnie nie zawiodła.

Zdumiewająco szybko weszłaś na arenę, na którą inni mozolą się latami. Własna firma cateringowa, udział w programie telewizyjnym, odważne decyzje dotyczące miejsc pracy. Co Cię motywuje? Masz jakieś tajne sposoby na przebojowość?

Nie czuję się przebojową osobą. Ja to po prostu uwielbiam. Od zawsze intensywnie poszukiwałam swojego miejsca. Pracowałam w agencji reklamowej, na planach filmowych, byłam asystentką fotografa. To było świetne doświadczenie, ale zawsze odpoczywałam po pracy, gotując (śmiech). W wolnych chwilach zapraszałam znajomych i robiłam im kolacje tematyczne. W końcu dotarło do mnie, że jestem wręcz chora, kiedy dłużej nie gotuję. Prawda jest taka, że ja nie potrzebuję innych motywacji. Uwielbiam cały proces tworzenia, od pierwszej myśli do finałowego dania degustacyjnego.

Opowiadasz o tym z ogromną pasją. Tymczasem daleko Ci do stereotypowego wyobrażenia o szefie kuchni – z brzuchem i w białej czapce. Jesteś bardzo ładną, młodą kobietą, której wizytówką jest uśmiech. Twój wizerunek bywa zaskoczeniem?

Mam wrażenie, że w środowisku gastronomicznym dla nikogo nie jest już zaskoczeniem kobieta na stanowisku szefa kuchni. A nawet młoda kobieta. Rynek się zmienił, wyraźnie czuć w ostatnich latach rozkwit w Polsce. To widać po miejscach, ludziach. Poza środowiskiem czasami moja praca budzi zaskoczenie, ale wrażenia są z reguły pozytywne i życzliwe.

Jesteś szefową kuchni, masz swoją firmę, prowadzisz warsztaty oraz program Ślinotok w Kuchnia +. Masz jeszcze czas na jazdę konną lub inne przyjemności?

Jazda konna pognała póki co galopem w zapomnienie… Ale odkryłam w sobie potężną pasję do podróży kulinarnych. Od jakiegoś czasu staram się raz w miesiącu wyjechać gdzieś, by posmakować świata. Teraz byłam na Mauritiusie i jestem zachwycona zapachami, barwami, filozofią życia. W czasie takich podróży maksymalnie wykorzystuję czas na poznanie kultury, tradycji. Rozmawiam z ludźmi, jakimś cudem (śmiech) udaje mi się z nimi gotować w ich domach albo w restauracjach. Na tę przyjemność czas zawsze znajdę i nie ukrywam, że mocno wiążę z nią swoją przyszłość.

Pochodzisz z Lublina, rozwijałaś się zawodowo w Warszawie, zawsze chciałaś mieszkać w Trójmieście i tam też pracowałaś. A teraz podróżujesz po świecie. Co dalej?

Zawsze marzyłam o pracy nad morzem i miałam tę przyjemność. Lokal, w którym ostatnio pracowałam stoi właściwie na plaży i miałam niezwykłe widoki podczas pracy. Cudowne miejsce, ale też wyjątkowo wymagające. Nigdzie nie przeżyłam tego, co w Sopocie podczas sezonu letniego! Tego nie da się porównać z niczym innym (śmiech). Rozstaliśmy się w zgodzie, a ja idę po kolejne wyzwanie…

Masz w planach jakieś konkretne kierunki w Polsce, a może za granicą?

Nie ukrywam, że praca w tropikach bardzo mnie kusi, zwłaszcza, że pojawiają się ciekawe propozycje… Ale teraz skupiona jestem na nowym koncepcie, który latem pojawi się w Warszawie. Rozpoczęłam współpracę z REST Team i przyjęłam stanowisko szefa kuchni restauracji WuWu w Muzeum Polskiej Wódki. Projekt opiera się na historii wódki i zakąski, a ta dość popularna para ma zdumiewająco wiele do zaoferowania. Poszukiwania starych przepisów i adaptowanie ich na współczesną formę jest dla mnie wielką przyjemnością. Szukam w literaturze, historii, przepisach przedwojennych, a nawet w żartach o wódce! WuWu ma zatem solidny, przez wieki ugruntowany fundament, który ma wielki i zawsze aktualny potencjał. To będzie wyjątkowe miejsce!

Trzymamy kciuki! Czy jako uczestniczka 4 edycji Top Chef Polska masz jakieś szczególne przemyślenia? Coś, co być może pomoże innym w podjęciu decyzji o udziale w programach kulinarnych. 

Patrząc z perspektywy czasu, mogę śmiało powiedzieć dwie rzeczy. Po pierwsze: nie byłam emocjonalnie gotowa na udział w programie. Pojawiały się silne nerwy i momentami brak dystansu. Praca na planie chwilami paraliżuje. Po drugie: program ten niezwykle mnie rozwinął i z tego powodu naprawdę było warto. Niczego nie żałuję, mogę tylko poradzić, by udział w programach był radością. Zwycięzca jest tylko jeden, ale od konkurentów można się wiele nauczyć. Kto wie… może kiedyś jeszcze raz się zgłoszę…

To gdzie Cię szukać za dziesięć lat?

Za 10 lat będę pomagała innym spełniać marzenia, uruchamiając im koncepty gastronomiczne. Będę prowadziła też program podróżniczo – kulinarny na całym świecie.Albo będę szefową kuchni na Seszelach! Pomysłów i planów mam naprawdę sporo!

Powodzenia!

123gastro.pl – patron merytoryczny wywiadu

zdjęcie – WuWu foto. Monika Szałek

Źródło: http://newsgastro.pl/osobowosci/adriana-marczewska/

Comments are closed.